Spowiedź matki

Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wszystkim innym oceniającym, jestem czasem beznadziejną matką, o wybaczenie dziecko proszącą.
Czasem wrzeszczę, w myślach rozrywam, za chwilę tulę i płaczę.
Jestem czasami beznadziejną matką, lecz ciągle kocham nad życie.
Gdy siły nie mam, cierpliwość tracę, pod ziemię pragnę się zapaść to ciągle wierzę i miewam złudzenia, że w oczach mojego dziecka ma beznadzieja nie znajdzie odzwierciedlenia.

Jestem dorosła i na co mnie to było!?

image

Czas, czas, czas a raczej chroniczny jego  brak . Ciągle gdzieś pędze, coś robię. Robię wszystko, a wszystko wygląda, jakbym nic nie robiła. Nie mam czasu dla siebie,na czytanie, na ploty z koleżankami, a może po prostu szukam wymówki?! Sama już nie wiem…
Prawdą jest, że kiedy po całym dniu kładę Szkrabola do łóżka, to najczęściej padam z nim.
Będąc dzieckiem, często wyobrażałam sobie,jak to fajnie będzie być dorosłą. Nikt nie mówi Ci co masz robić, co jeść i kiedy sprzątać. Pełen luz! ( Oj, teraz to bym kazała się zdrowo w łeb pierdolnąć i jeszcze raz przeanalizować sytuację:p )
Faktycznie, teoretycznie jestem niezależna i nie muszę nikogo słuchać, ale praktycznie to począwszy od Męża, poprzez Syna a kończąc na Szefie w pracy to wszyscy wydają mi polecenia. Część ludzi oczywiście olewam, jednak zostaje cała reszta, której olać nie mogę. Co do jedzenia… Znowu, teoria mówi, że mogę jeść słodycze i fast foody na śniadanie, obiad i kolację ale zdrowy  rozsądek i (co gorsze) waga stanowczo temu zaprzeczają:( Spać do południa mogę, ale tylko w weekend i pod warunkiem, że Syn pozwoli. Pieniądze mogę wydać na torebki, buty i ciuchy….o ile się takie posiada w portfelu tudzież na koncie. Niestety, po opłaceniu rachunków i zakupie wszystkiego co potrzebne Latorośli (tak, 50 zestaw puzzli jest wydatkiem koniecznym!), wiele na te bibeloty nie zostaje.
Podsumowując: bycie dorosłym jest przereklamowane !:)

image

Fałszywi ludzie są mi potrzebni do szczęścia jak dziwce majtki

image

Dochodzę do wieku (raczej chyba do etapu w życiu), że nie ilość znajomych a jakość się liczy.
Kiedyś wmawiałam sobie, że lubię ludzi. Teraz nadal uważam, że lubię ludzi, ale tylko niektórych. Nie mam czasu, ani zdrowia na podtrzymywanie kontaktów z osobami, które są dwulicowe i wredne. Wolę mieć 5 prawdziwych przyjaciół niż 100 podróbek. Wbrew pozorom i panujacemu przeświadczeniu społecznemu, z tymi najważniejszymi nie mam kontaktu codziennie. Zdarza się, że nie mam nawet co tydzień ( Marta od każdej reguły są wyjątki:)) Oni nawet nie mieszkają w większości w stolicy, a nawet jeśli to nasze spotkania nie są tak częste, jak chciałabym żeby były.
Tydzień temu byłam na weselu mojej przyjaciółki. Była to jedna z najlepszych imprez weselnych w jakich miałam zaszczyt uczestniczyć. Pomijając fakt doskonałej kapeli, pysznego jedzenia itd. to kluczową rolę, grało towarzystwo. Nikt nie musiał udawać, starać się być kimś innym. To Młodzi stworzyli klimat. To są ludzie szczerzy i autentyczni. Oni nie uśmiechają się tylko po to, żeby za moment obrobić Ci zad.
W dzisiejszych czasach trudno o szczere i prawdziwe przyjaźnie. Dlatego też ważne jest, żeby je pielęgnować. Ja na szczęście wiem, że w razie kłopotów to odezwie się komórka z Opo, Kielc, Krakowa a i kilka numerów z Warszawy i za to Wam bardzo dziękuję:*

image

Afera z oponą w tle

Po zablokowaniu na 1,5 godz Trasy Toruńskiej, naszło mnie na małą refleksję.
1. Jeżeli samochód stoi na poboczu i ma włączone awaryjne światła i pomimo masy wyzwisk i nieustannego trąbienia, kierowca nadal nie rusza to prawdopodobnie pojazd uległ uszkodzeniu i do cholery nie może odjechać!
2. Jeżeli kierowca rozmawia przez telefon oglądając przy tym swoje auto to prawdopodobnie wzywa pomoc drogową a nie pierdoli głupoty z przyjaciółką.
3. Jeżeli kierowca nie reaguje na wyzwiska i trąbienie tylko pokazuje Ci środkowy palec, prawdopodobnie ma w dupie co robisz i myślisz.
4. Jeżeli kierowca na w/w zachowanie nie pokazuje Ci środkowego palca lecz szuka czegoś w bagażniku to lepiej odjedź, bo prawdopodobnie wyjmie coś ciężkiego żeby Ci zajebać.
5. Jeżeli kierowca szczerzy się do kierownicy to prawdopodobnie assitance jest już blisko.
6. Jeżeli nigdy nie byłeś na miejscu tego kierowcy to nie trąb, nie komentuj, nie wyzywaj, bo jutro to możesz być Ty!
7. Zamiast być bezsensownym pieniaczem, okaż kulturę i zaproponuj pomoc!

image

Ręce i cycki opadają

Nie jest tajemnicą że należę do tych matek, które martwią się trochę za bardzo. Każdy katar Wojtka, powoduje u mnie palpitacje serca i zamartwianie, żeby po raz kolejny nie skończył w domu z antybiotykiem. Staram się nad tym panować i nie przesadzać, jednak nie potrafię przespać nocy żeby nie sprawdzić kilka(naście) razy czy jest dobrze okryty, czy nie jest mu zimno albo czy nie jest spocony itd.
Jak mogę to wolę zapobiegać niż leczyć.
Mimo obaw i wielkiej nagonki antyszczepionkowców, nasz Wojtas był szczepiony na wszystkie zalecane i obowiązkowe szczepienia. Nie polemizuję z osobami, które nie szczepią, to ich indywidualna sprawa i ich dzieci.
Jednak o co do cholery chodzi z tym ospa party?! Jakim trzeba być bezmózgiem, żeby świadomie narażać swoje dziecko na takie niebezpieczeństwo?! W dobie wszechobecnego dostępu do informacji, portali medycznych, chatów i kontaktów ze specjalistami, ludzie szerzą ciemnogród rodem ze średniowiecza. Brak mi słów na takie praktyki.  Współczuję bardzo dzieciom, które tracą zdrowie i czasem też życie przez nierozsądnych dorosłych.
Plagą naszych czasów jest głupota i co gorsza jest to choroba nieuleczalna:(

image

Stop klatka!

Kilka rzeczy które człowiek dostrzega oglądając stare zdjęcia:
1. W co ja się ubrałam/ w co on/ona/ono się ubrało?!
2. Jaką ja miałam fryzurę/ jaką on/ona/ ono miało fryzurę?!
3. Jak byłam szczupła/jaka byłam gruba!
4. Jaka kiedyś byłam młoda/ kiedy się tak postarzałam?!
5.Kiedy to było?/gdzie to było?!
6. Ciekawe co u niej/niego/nich słychać?!
7. Kiedyś to było fajnie!

image

O naiwności

Ja to się nigdy chyba nie nauczę. Moja wiara w ludzi i cały ten posrany świat jest jednak zbyt duża.
Dziś ruszyły zapisy do przedszkoli na rok 2016 i oczywiście jak tylko zalogowałam się do systemu, to szlag mnie tafił na miejscu. O ile wczoraj się jeszcze łudziłam, że  jakieś szanse Wojtek ma na przyjęcie tak dziś porzuciłam jakiekolwiek nadzieje z tym związane.
W tym kraju normalna rodzina, posiadająca 1 dziecko, nic nie znaczy. Nie ma zupełnie żadnych przywilejów i tylko pod górę.  Gdyby Wojtek był w posiadaniu dwojga niepełnosprawnych rodziców, po rozwodzie, uskuteczniających przemoc domową i płodzących mu rodzeństwo na potęgę wtedy i owszem miejsce w przedszkolu by się dla niego znalazło. Mało tego dostałby może i swoje „pińcset” złotych. Niestety jego matka z ojcem wybrali „łatwiejszą” drogę i pracują oboje na etatach. Niepełnosprawni także też nie są, a w dodatku pieprzeni egoiści żyją w związku małżeńskim i ni kuta nie zamierzają się póki co rozwodzić. Tak więc Wojtek- jedynak, zmuszony jest chodzić do prywatnego przedszkola, bo matka z ojcem zamiast na wódę i inne przyjemności, wydają lekką ręką, ciężko zarobione pieniądze na jego edukację.  Nadal nie dostanie od państwa nic, nawet szczepienia bo za to też Starzy zapłacili.
Tak więc w imię godnego życia w naszym kraju:Ide sie rozwieść,potem nogi sobie upierdolić, potem sie napierdolić, dziecku wpierdolić i wtedy może znajdzie się miejsce w przedszkolu dla mojego dziecka….żenada kuźwa żenada…

image

Walę w tynki

image

Jedyne na co mam dziś ochotę , to potocznie mówiąc, na zajebanie sobie „baranka” o scianę. Śmiało mogę stwierdzić, że dzisiejszy dzień pretenduje do pierwszej nagrody w  rankingu: chujowy dzień roku Pańskiego 2016.
Od ponad 2 tyg byłam na zwolnieniu lekarskim z racji choroby Wojtka. Młody od przeszło 3 tyg siedzi w domu, bo przyplątało się mu zapalenie płuc. Od paru dni było już ok i miał jutro wreszcie wrócić do przedszkola i jak to zwykle w życiu bywa, wszystko się posrało. M. złapał jakiś paskudny wirus grypy. Złożył się jak scyzoryk. Oczywiście Młodziak wirusa też podłapać musiał:( Jak zobaczyłam dziś, na termometrze u niego, ponad 38° to najzwyczajniej w świecie się poryczałam z bezsilności. Po dziurki w nosie mam już tych chorób i wizyt u lekarza. Wkurwia mnie to wszystko do granic możliwości i oczywiście swoją frustrację wyładowałam na mężu. Nikt chorować nie lubi i ja doskonale o tym wiem. Jednak mój 7 zmysł od pierwszego momentu wiedział, że Szkrabol podłapie zaraz to od taty. Nie ma szans, żeby całkowicie wyeliminować ryzyko zarażenia. Ja jestem jak ta stonka nie do zajebania. Trzeba przyznać, że na odporność nie mogę narzekać, a nawet jak mnie coś łapie to szybko sobie z tym radzę. Czasem nie znoszę siebie za to, że jestem taką zołzą. Nie kopie się leżącego a zwłaszcza jak jest chory. Wiem doskonale, że są sprawy ważne i ważniejsze i to, że np w sobotę nie mogłam iść pobiegać bo M. się rozłożył nie jest powodem do ciskania piorunami w jego stronę. Niestety jestem prostej konstrukcji u mnie zawsze jest akcja- reakcja.  Chciałabym wyeliminować całkowicie u siebie z charakteru pewne cechy ale nie potrafię.
Jutro już wracam do pracy. Stresuję się jak przed pierwszym dniem. Wiem, że czeka mnie masa pracy a dodatkowo psychiczne obciążenie, że chory Wojtek w domu. Marzę o chwili oddechu. Zapowiadał się miły weekend z kinem i całym tym walentynkowym love a wyszła jedna wielka masakra. I jak zwykle to wszystko wina PiS-u :p

image

Tak to leciało

Przy okazji Walentynek usiłowałam sobie przypomnieć kiedy i  w jakich okolicznościach usłyszałam pierwsze: Kocham Cię od mojego Męża.
To było bodajże w maju 2007 roku, po juwenaliach studenckich. Kto chodził na juwe ten wie jak to się odbywa. U nas wyglądało to mniej więcej  tak, że 1/2 koncertów spędzaliśmy w kolejce po piwo,a drugą połowę w kolejce do toy-toya, w tle zaś leciała muzyka:) Tamtego wieczoru zdecydowanie przez większość czasu  w przewadze była kolejka po browar:) Dlatego też, kiedy dostałam sms od M. niestety niezbyt dokładnie wczytałam się w jego treść…z perspektywy czasu myślę, że przeczytałam tylko odbiorcę a treść sobie dośpiewałam. Koniec końców efekt był taki, że rozkręcić mi się udało niezłą aferę z moimi łzami w roli głównej. Biedny M. nie rozumiejąc o co chodzi narąbanej babie ( a że to było nasze jakieś 6 miesięcy spotykania dopiero, to się przejął) wsiadł w samochód i przyjechał do mnie aby wyjaśnić zaistniałą sytuację. Przebiegu rozmowy kompletnie nie pamiętam. W pamięci jednak został mi moment, kiedy odprowadzałam go do drzwi a on na dowidzenia powiedział mi: Kocham Cię.
Po tylu latach wiem, że musiał on mnie kochać wtedy, oj i to bardzo :) Teraz to pewnie za taką akcję nieźle by się na mnie wkurzył. Zresztą po 10 latach wspólnego bycia razem to: po pierwsze nie zwróciłby uwagi na moje humory, a po drugie po takiej ilości wypitego alkoholu prawdopodobnie nie byłoby całej sprawy, bo ja najzwyczajniej w świecie przybiłabym przysłowiowego gwoździa i z pewnością nic nie odczytała. Lata studenckie rządzą się bezwzględnie swoimi prawami:)
Dobrze, że człowiek ma wspomnienia do których może w każdej chwili wrócić:)

image

Ps. Dokładnie 5 lat temu w Walentynki mój M. poprosił mnie o rękę ale to już całkiem inna historia;)

Bo tak

Ostatnio modne stało się apelowanie wszystkich o wszystko. Żony apelują do mężów, że chcą aby oni im pomagali w domu, a mężowie do żon,aby te mniej wydawały na torebki, matki do ojców, że chcą się wyspać, ojcowie do matek, że chcą więcej sexu a mniej ględzenia, Ci do tamtych, tamci do owamtych. To jedni apelują, bo chcą „pincset” złotych a inni znów nie chcą i tak wkoło.
Wiecie co?! Ja też apeluję ! Też chcę być na topie!
Apeluję aby:
1. Sąsiad przestał wjeżdżać swoim pięknym nowym suvem na moje miejsce postojowe!
2. Moje dziecko jadło warzywa i mniej grymasiło!
3. Mój mąż nie oglądał po raz kolejny Gry o tron!
4. Moje pranie samo się prasowało!
5. Mieszkanie przestało się bałaganić!
6. Mój tyłek był chudy i jędrny bez ćwiczeń!
7. Moje konto było co miesiąc zasilane sumą kończąca się co najmniej 4 zerami a przed nimi znajdowała się chociaż 1!
8. Tydzień miał 2 dni pracujące a resztę żeby stanowił weekend!
9. Nie wpuszczać nikogo nigdzie!
10. Ludzie przestali pierdolić głupoty i wzięli się do roboty!

AMEN!

image